Działka rodziców.

21. 03. 14 r.                                                                                                                                           Warszawa.                                                                                                                     To, co się dzisiaj zdarzyło przejdzie do historii, mojej oczywiście historii. Kolejny przełomowy dzień w naszym życiu. Absolutnie niesamowity dzień.

Piotr od dziecka rozmawia ze swoim aniołem. Tak miał od zawsze. Piotr nazywa go Homielem, od słowa „home” – iel, ktoś domowy, domownik. Nie zna Jego prawdziwego imienia, gdyż jego „Rozmówca” nigdy się nie przedstawił i wątpię, czy zrobi to kiedykolwiek.

Odkąd zaczęłam pisać ten pamiętnik notuję od czasu do czasu słowa, które Piotr od Niego usłyszał. Przyznaję, na początku kompletnie nie traktowałam tego poważnie, ale powiedzmy sobie szczerze, jak można na zdrowy rozsądek poważnie traktować coś takiego? Z chwilą jednak, kiedy zobaczyłam na własne oczy okno do drugiego świata http://osaczenie.pl/wp/2016/05/02/prawda/

zaczęłam przysłuchiwać się tym słowom z całkowitą uwagą, choć nie z całkowitym przekonaniem. Jakaś cząstka sceptycyzmu z tyłu głowy zawsze mi się gdzieś tam kołatała.

Do niedawna Homiel odzywał się dość rzadko, ale Jego słowa zawsze były… niezwykłe, zagadkowe, głębokie.

Na przykład…

  • Zawsze byłem przy tobie i będę do końca.

To, czy akurat przemawia poznaję po tym jak Piotr zastyga i nastawia ucha. Jakby ktoś stał tuż obok niego i szeptał… a wtedy i ja zastygam i czekam co się wydarzy. Trzeba przyznać, że możemy wtedy razem wyglądać dość komicznie.

Dzisiaj jechaliśmy pociągiem, w przedziale byliśmy sami. Pięć godzin jazdy, mnóstwo czasu… Piotr znowu zaczął coś mówić słowami Homiela. W pewnym momencie wpadłam na przecudowny pomysł, by coś sprawdzić.

  • Jeśli faktycznie rozmawiasz ze swoim Aniołem zróbmy mały eksperyment. Ja sobie coś pomyślę, coś konkretnego i niech On ci przekaże, o czym właśnie pomyślałam. To będzie dowód, że on istnieje !

Piotr przystał na to, ale niechętnie. Skupiłam się i powtarzałam słowa w głowie;

  • Działka rodziców, działka rodziców – wyobrażałam sobie, że siedzę na tej działce i odpoczywam.

Wybrałam dwa słowa, by było trudniej, a po drugie… to jest ostatnia rzecz na świecie, o której by Piotr akurat pomyślał.

  • No i co? – spytałam po chwili.

Piotr wzruszył ramionami. Zauważyłam, że był trochę rozgoryczony i zawstydzony. Nastawiał swoje ucho na maksa… i nic. Bardzo zależało mu, by się udało. Zrobiło mi się go żal. Piotr dalej milczał zrezygnowany i rozczarowany, aż się spocił biedactwo. Nie chciałam go dalej frustrować, więc wyszłam z przedziału. Kiedy po mniej więcej 5-7 minutach wróciłam spytał;

  • Kiedy idziesz na działkę rodziców? icon_exclaim - Kopia icon_eek - Kopia

Nie wierzyłam własnym uszom!!! Powiedział działka rodziców!!!! Stało się, otrzymałam odpowiedź! I wtedy najnormalniej w świecie rozbeczałam się jak małe dziecko. W tej jednej chwili przeżyłam euforię, szok, radość, szczęście… To było dla mnie cudownie wstrząsające przeżycie. Tyle wątpliwości przez tyle lat … prysnęły jak bańka…

Homiel mówił tyle rzeczy, a ja to bagatelizowałam, ponieważ zabrakło mi wiary. Teraz obiecuję sobie, że będę słuchać i spisywać wszystko na bieżąco.


22. 03. 14 r.                                                                                                         Warszawa.                                                                                                                     Dzisiaj trochę otrząsnęłam się z tego szoku i postanowiłam zrobić drugi eksperyment. Tym razem nic nie mówiąc Piotrowi poprosiłam w duchu o przekazanie słowa Watykan. Cały dzień myślałam; Watykan, Watykan, jak katarynka… i nic. Straciłam już nadzieję. Wieczorem Piotr mówi do mnie grając jednocześnie na komputerze;

  • Ciągle słyszę w głowie Watykan, Watykan, nie mogę się tego pozbyć.

Zaczęłam się śmiać na głos przeszczęśliwa. icon_lol - Kopia

Homiel – ty mój Przyjacielu, teraz ci już nie odpuszczę! Nie dam Ci już spokoju.

angelwings-2

Zrozumiałam, że właśnie zaczął się nowy etap w naszym życiu.

……………………….

Działka rodziców” przestawiła nasze życie na nowy tor. Dalsze doświadczenia, rozmowy z Homielem.. i nie tylko będę przedstawiała w drugiej części blogu

www.rozmowyzniebem.pl/wp ,

ponieważ dotychczasowa nazwa www.osaczenie…, po prostu jest nieodpowiednia.

Uwaga, ponieważ wpisy edytują się w kolejności od najnowszych do najstarszych, by w pełni zrozumieć pisany tekst, proszę cofnąć się do samego początku  http://osaczenie.pl/wp/2016/03/03/     

Twoja droga zaplanowana…

21. 02. 14 r.                                                                                                                                     Szczecin.

Jadąc pociągiem miałem krótką wizję, białe światło ruchem spiralnym oplatało moją rękę i przesuwało się ku ramieniu i dalej powoli obejmowało całe ciało, w tym samym czasie z lewą ręką to samo robiło niebieskie światło. Te dwie energie szykowały mi coś w stylu pancerza, najpierw białe światło oplotło mnie całego, potem niebieskie, miałem podwójną energetyczną ochronę. Pewnie będzie miało to jakieś znaczenie.


04. 03. 14 r.                                                                                                                                 Warszawa.

W nocy w moim pokoju pojawił się osioł z czerwonymi gałami, to znaczy facet z głową osła. Siedział na parapecie jak człowiek, nogę założył na nogę i mnie obserwował ja gdyby nic.

  • Wypieprzaj mi stąd, wynocha – krzyknąłem.                                                               Chciałem w niego czymś rzucić, zacząłem szukać czegoś pod ręką, ale po chwili już go nie było. Był i nie był, jak pstryknięcie światła. 10 minut później pod sufitem przeleciał biały gołąbek, po raz pierwszy zobaczyłem, że ptak był biały. Do tej pory były tylko czarne. 

Głowa osła? Może być i osła, naprawdę już nic nie jest w stanie mnie zdziwić . icon_e_confused - Kopia


  • 05.03.14 r.                                                                                                                                   Warszawa.

    Zobaczyłem wczoraj w wiadomościach informacje o umierającym chłopcu. Bardzo mnie to wzruszyło, powiedziałem nawet, weźcie mnie zamiast jego. I w tej samej chwili usłyszałem;

  • Nie rób tego, bo będzie to przyjęte.

    Zrozumiałem, że Góra ma swoje plany i nie można się wtrącać.


    13. 03. 14 r.                                                                                                                                   Warszawa.                                                                                                                 Miałam możliwość spotkania się z Bożeną Kuberską, jasnowidzem i wizjonerką w jednym. Właściwie zrobiłam to ze zwykłej ciekawości. Nie szukałam u niej ani porady, ani pomocy, ale jak zwykle informacji. Na początku rozmowa zupełnie się nie kleiła, nie mogła…. zatrybić. Dodatkowo paliła papieros za papierosem, a nie znoszę nikotynowego dymu. Ledwo to wytrzymywałam, w pewnej chwili zaczęłam nawet  żałować, że przyszłam. 

    Kiedy pokazałam jej zdjęcie Piotra od razu przyznała, że był on kiedyś wielkim kapłanem, nie księdzem, ale właśnie kapłanem. Wtedy przypomniałam sobie o snach z dzieciństwa Piotra, kiedy stoi na wzgórzu i przemawia do ludzi.

    Według Kuberskiej nie dotrzymał przysięgi – a wtedy znowu przypomniałam sobie słowa Aidy; sprzeniewierzył się Bogu.

    Ta walka z gackiem trwa od wielu wcieleń i będzie trwała jeszcze kilka następnych – to mnie pocieszyła icon_rolleyes.

    Piotr narobił wiele zła i musi za to odpokutować – od świętego do mordercy, już to słyszałam…

  • Pani mąż może być wielkim jasnowidzem. On ma szeroki otwarty strumień – i rozłożyła ręce nad głową na pół metra.

67e0c949ee68c1d2

  • Nawet gdyby zamknął te kanały, przez modlitwy znowu je otworzy.

W pewnym momencie zamilkła i zaczęła rozmawiać z „moim” gackiem icon_exclaim - Kopiaicon_exclaim - Kopiaicon_eek - Kopia Szybko jednak przestała i zdenerwowana przyznała, że chciała go wygonić, na co usłyszała;

  • Nie wtrącaj się!

Widziałam, że była lekko przestraszona, po chwili powiedziała, że to ktoś potężny i że w sumie to mamy szczęście,

  • bo mógłby was załatwić w tydzień.

Niemal na sam koniec Kuberska powiedziała coś bardzo ciekawego, co podejrzewałam już od dłuższego czasu.

  • To walka między Światłem i Ciemnością, a pani mąż jest jedynie narzędziem. Jesteście razem jak przyspawani, jak dwie połówki… od wielu wcieleń. Cokolwiek byście zrobili, gdzie szukali pomocy to nic nie da. To rozgrywka między NIMI. Wy jesteście świadkami, ale i uczestnikami tych wydarzeń.

Wooow. Nie mogła ująć tego lepiej. icon_eek - Kopia

Już prawie wychodząc dodała, że niedługo u nas nastąpią wielkie zmiany, czeka nas także zmiana adresu (przeprowadzka?). Ogólnie ma być lepiej i …. ciekawiej (p.s. a do tej pory było nieciekawie?). Samo spotkanie było bardzo interesujące, tak jak Kuberska na początku podchodziła do mnie z nieufnością, tak kończyła pod sporym wrażeniem.

Opowiedziałam to wszystko Piotrowi, a on się wkurzył, że wydałam pieniądze na coś, co już wiedzieliśmy.

  • Na drugi raz jak będziesz chciała coś wiedzieć to przyjdź do mnie, powiem ci za darmo – kąśliwy jak zwykle, pomyślałam. icon_rolleyes

Kilka godzin później jadąc autem wdał się w dyskusję ze swoim „białym towarzyszem niedoli”icon_e_smile - Kopia

  • Czy naprawdę byłem taki zły?spytał o swoją daleką przeszłość. Widocznie mimo wszystko słowa wizjonerki nim trochę potrząsnęły.
  • Zabijałeś wszystko.
  • Dlaczego ciągle żyję, kiedy byłem taki zły?
  • Tak bardzo Bóg cię umiłował. Twoja droga zaplanowana, twoje wybory dla twojej radości.

Demony są zielone.

04. 02. 14 r.                                                                                                                                   Szczecin.                                                                                                                       W życiu nie miałam takiej pobudki o 3.00 w nocy jak dzisiaj. Jakby ktoś przystawił mi tubę do ucha i puścił dziwne nagranie. To był wrzask i pisk z tysięcy gardeł ludzi albo innych istot. Coś niesamowitego… wrzask mrożący krew w żyłach pochodzący z samego chyba piekła. Przewiercił mi mózg i postawił mnie na równe nogi. Trudno mi to opisać… Kiedy opowiedziałam o tym córce powiedziała;

  • .jak zarzynanie tysięcy świń naraz.

Zdziwiła mnie, bo trafiła prawie w sedno i dlatego, że dopiero teraz się dowiaduję, iż również to słyszała.

Piotr przez ostatnie wizje z mieczem i jajem nie jest do końca pewny co właściwie ma robić. Dzisiaj dostał cenną wskazówkę.

Znowu byłem na polanie. Miałem długi kij. Zszedłem na dół, widziałem wiele demonów, ale nie mogłem wyciągnąć miecza. W dodatku on co prawda świecił, ale niecały, jakby miał za mało energii. Kijem przebiłem jednego demona, ale on zrósł się ponownie. Demony wiedziały, że nie mogłem wyciągnąć miecza i zaczęły mnie atakować. Rozwalam je, ale one zrastały się z powrotem. Wtedy wkurzyłem się i wyszedłem na górę z powrotem, wzruszyłem ramionami…. nie to nie… czułem się rozżalony. Pomyślałem wtedy, że idę stąd, co mam tutaj robić kiedy nie daję rady? Byłem podłamany.

  • Wtedy usłyszałem z Góry słowa;
  • Kiedy przyjdzie pora, będziesz z niego korzystał.

08. 02. 14 r.                                                                                                                                       Szczecin.                                                                                                                 Pisałam tekst do Nautilusa „Jak walczyć z demonami” i w poszukiwaniu informacji natrafiłam na wizje, jakie otrzymywał Ojciec Pio. Zawsze mnie to zastanawiało, czy wizje Piotra, kiedy spotyka się z demonami na polanie są coś warte. Byłam zaskoczona, kiedy przeczytałam ten fragment;

Zanim Ojciec Pio rozpoczął duchowe zmagania ze złym duchem, doświadczył dwóch mistycznych wizji. Pierwsza z ekstaz nastąpiła już w dzieciństwie, a druga tuż przed jego wstąpieniem do zakonu — 1 stycznia 1903 roku. Tak później ją opisał: „Kiedy pewnego dnia rozmyślałem nad swoim powołaniem zakonnym i nad tym, jak pożegnać się ze światem i poświęcić się całkowicie Bogu w świętych murach klasztoru, nagle zostałem oderwany od zmysłów i mogłem patrzeć okiem rozumu na przedmioty inne od tych, które widzi się oczyma ciała.

Zobaczyłem się u boku majestatycznego mężczyzny rzadkiej urody, jaśniejącego jak słońce. Wziął mnie za rękę, mówiąc: «Chodź do mnie, bo przystoi ci walczyć jak waleczny wojownik!», i zaprowadził mnie na przestronne pole, gdzie było mnóstwo ludzi podzielonych na dwie grupy. Z jednej strony zobaczyłem mężczyzn o bardzo pięknych twarzach, obleczonych w jasne i śnieżnobiałe szaty. Po drugiej zaś stronie ujrzałem grupę mężczyzn o przerażającym wyglądzie, ubranych w czarne szaty, niczym mroczne cienie. Między tymi dwiema grupami była pusta przestrzeń, a ja zostałem postawiony pośrodku przez mojego duchowego przewodnika. Wtedy powiedziano mi: «Podejmiesz walkę z tymi mężami o ponurych i przerażających czarnych twarzach!»”. Tak Ojciec Pio poznał misję, którą powierzył mu sam Chrystus — został wybrany do walki ze złym duchem o ludzkie dusze.

http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/gop70-specjalna.html

http://www.katolik.pl/misja-specjalna-ojca-pio,22276,416,cz.html

Ojciec Pio i szatan; Miejsce między niebem a otchłanią. http://ruda_parafianin.republika.pl/swi/p/pio/02k.htm 

Ojciec Pio według tego artykułu miał 1-2 wizje, Piotr miał ich co najmniej 10, nie wszystkie spisywałam. Pierwsza była http://osaczenie.pl/wp/2016/04/03/

Hmm…. ciekawe…


10. 02. 14. r.                                                                                                                             Warszawa.                                                                                                             Staram się nie patrzyć na to zdjęcie zbyt często, ale czy się mylę, że Zielony się uśmiecha? Tak jakby nas oceniał i szukał kolejnej ofiary. Być może tak jest, ponieważ dziewczyna syna od tygodnia nie może spać, śpi 2 godziny dziennie i jest wykończona. Wpadła w depresję, a ponieważ jest właściwie sierotą nie ma żadnego wsparcia.

Piotr kilka dni temu miał wizję, która ewidentnie jest z nią związana.

Przyszła do mnie jej mamę (p.s. nie żyje od kilku lat), prosiła mnie o pomoc. Wtedy ujrzałem młodego źrebaka zaatakowanego przez wielkiego czarnego niedźwiedzia. W ostatniej chwili rzuciłem śrubokrętem w jego głowę. Miałem jeszcze wielki kij i stanąłem między nim a źrebakiem. Wtedy niedźwiedź się wycofał.

23

Młody źrebak to symbol kogoś bezbronnego i nowego w naszej rodzinie, jestem pewna, że to właśnie ona. A dzisiejsza wizja to potwierdziła.

Byłem znowu na polanie. Zobaczyłem pełno demonów i wtedy usłyszałem;

  • Kiedy ich odpychasz, miecz jest zawsze do dyspozycji.

Zszedłem wtedy na dół i od razu skierowałem się w stronę jaja, ale tym razem nie rozwaliłem go, tylko dotknąłem swoim mieczem. Zobaczyłem jak jego powierzchnia zaczęła się spalać. To go nie zniszczyło, ale nie mogło już rodzić tak wiele demonów. Usłyszałem też;

  • To co dzieje się tam, jest realne.

Wróciłem raptem miejsca i czasu, kiedy widziałem niedźwiedzia. Jakbym kontynuował przerwaną wizję. Tym razem dorwałem swój miecz i przepołowiłem go w pół. Zaraz potem zobaczyłem znowu źrebaka, który już się nie bał, biegał wokół mnie i się cieszył, pojawił się biały większy koń i byli już razem. Po tym wszystkim usłyszałem;

  • Miecz dla ciebie jest zawsze dostępny, kiedy użyjesz go w słusznej sprawie.

14. 02. 14 r.                                                                                                                                 Warszawa.                                                                                                                   Odkąd zobaczyłam zdjęcie Zielonego zawsze zastanawiałam się, dlaczego jest akurat zielony, czy to może kwestia telefonu? Wczoraj przez „przypadek” zobaczyłam nagłówek artykułu z Ukrainy o wspomnieniach księdza egzorcysty;

„Widziałem demony, są zielone. Jak sprawdzić, czy jesteś w piekle.” http://www.segodnya.ua/ukraine/cvjashchennik-ja-videl-becov-oni-zelenye-kak-uznat-ect-li-v-vac-chert.html

Ulżyło mi nawet, że ktoś jeszcze może to potwierdzić.

Zauważyłam coś ciekawego. Kiedy dręczą mnie jakieś pytanie odpowiedzi znajduję po kilku, kilkunastu dniach. Albo coś usłyszę, albo coś przeczytam. To się zdarza kolejny raz. Nie mogliby tak raz szepnąć coś do ucha. icon_lol - Kopia

Dom twój nie tutaj.

27. 01. 14 r.                                                                                                                                 Szczecin.                                                                                                                      W sobotę odwiedziła nas córka ze swoim chłopakiem, który pracuje od 2 lat w policji. Jest z Choszczna, a pracuje w Szczecinie. Spłaca kredyt i zostaje mu na życie ok. 300 zł miesięcznie. Z tego też powodu stara się o przeniesienie do Choszczna, choć od razu przyznał, że szanse ma małe; bo trzeba mieć niezłe poparcie z góry, by to się udało. Ja na to, że to Góra (pokazując palcem w niebo) decyduje, czy ktoś się przeniesie, czy nie, a nie jakiś człowieczek w mundurze. Oczywiście wszyscy wybuchnęli śmiechem.

Wczoraj w niedzielę poszłam do biura, ponieważ akurat organizowałam szkolenie. W przerwie zaczęłam luźno rozmawiać ze szkoleniowcem. Od słowa do słowa okazało się, że jego znajomy jest szefem policji w Szczecinie i to on podpisuje i decyduje o przeniesieniach. !!! Zapaliła mi się w głowie czerwona lampka. Przypadek? Na pewno nie. Poprosiłam go, czy mógłby porozmawiać ze znajomym na temat przeniesienia pewnego młodego chłopaka do pracy w Choszcznie. Obiecał, że zrobi to we wtorek.

Dzisiaj jest poniedziałek i w pewnej chwili pomyślałam o szkoleniowcu, czy pamięta o naszej rozmowie. Pomyślałam, że muszę do niego zadzwonić, albo wysłać SMS. A ponieważ akurat gotowałam chciałam to zrobić za jakiś czas. 10 minut później dzwoni telefon, widzę jakiś nieznany numer. Odbieram, przedstawiam się oficjalnie i słyszę mężczyznę. Dopiero po chwili zrozumiałam, że to właśnie Tomek, nie poznałam go od razu.

  • No słucham cię Tomek….          
  • Nie, to ja słucham, wyświetliło mi się, że dzwoniłaś przed chwilą.

Zamurowało mnie.

  • Niemożliwe… ale miałam taki zamiar – bąknęłam w zamyśleniu i zaskoczona.

Po drugiej stronie cisza.

  • To masz jakieś parapsychiczne zdolności, czy co? Na pewno nie dzwoniłaś?

W tej chwili sama zwątpiłam, ale przecież nie dzwoniłam !!!

  • Nie, poza tym dzwonisz z numeru telefonu, którego nie znam – oświeciło mnie. I to zdumiało mnie jeszcze bardziej.

Milczeliśmy razem przez chwilę i razem próbowaliśmy zrozumieć co się właśnie zdarzyło.

  • Sprawdź Tomek jeszcze raz, o której niby dzwoniłam. Wiesz… zdarza mi się to po raz trzeci, więc… – zaniemówiłam.

Taaaak…. to już się zdarza po raz trzeci. Piotr, mama i teraz Tomek, zupełnie obcy mi facet, którego widuję raz w roku. Jak to się dzieje… nie wiem. mysli Przecież nie mam takiej siły energetycznej, by myślami spowodować, by telefon sam dzwonił do drugiej osoby i to na numer, którego nie znałam (p. s. firmowy) icon_exclaim - Kopia Ktokolwiek dzwonił z mojego telefonu do niego musiał znać jego numer i zrobić to za mnie. No i pytanie za 1000 pkt… kto?

Dawno z telefonem nie zdarzyło mi się coś tak dziwnego. To, że dzwonią do mnie ludzie, o których pomyślałam kilkanaście minut wcześniej to już standard. Miałam z tego powodu też śmieszną sytuację. Zadzwonił do mnie klient;

  • Oooo, właśnie myślałam o Panu – wyrwało mi się.
  • To może kolacyjka ze śniadaniem? – zasugerował.

Oż ty Karol”…. icon_lol - Kopia zrozumiałam, że na drugi raz nie mogę być taka wylewna…

No i druga ważna rzecz z dzisiejszego dnia.

Piotr jadąc samochodem zamyślił się głęboko nad naszym „nieszczęsnym” bezdomnym losem.

  • Przecież już wiesz, dom twój nie tutaj – wtedy usłyszał wyraźnie męski głos.

28. 01. 14 r.                                                                                                                                  Warszawa.

Ciągle się zastanawiałem, dlaczego tak szybko przemieszczały się różne przedmioty, krzesło które było w kuchni, po chwili stało już kilka metrów dalej, wystarczyło, że odwróciłem głowę. Trwało to sekundę. Dzisiaj dostałem odpowiedź. Oni przechodzą z innego wymiaru, zatrzymują mój czas w wąskim przedziale danej przestrzeni np. kiedy siedzę na łóżku, potem sięgają np. po krzesło, przenoszą go do swojego wymiaru, w którym ten czas biegnie inaczej, albo go w ogóle nie ma i z powrotem zwracają krzesło do mojego wymiaru. U nich trwa to tyle, ile ma trwać, u nas to sekunda, bo czas został na chwilę zamrożony.

I Piotr myśli, że ja akurat to zrozumiem? icon_rolleyes


29. 01. 14 r.                                                                                                                                Szczecin.                                                                                                                                   Cały czas myślę o zdjęciu z „Zielonym”. Pokazałam go kilku osobom. Najciekawsze są reakcje niektórych ludzi, od całkowitej obojętności do krzyku. Wszyscy jednak najpierw widzą trójkąt albo, jak ktoś to określił, strzałkę, potem w miarę powiększania zdjęcia samą twarz. I właśnie „strzałka” coś mi przypomniała. Czy to przypadek, że wypalenie na ręku Piotra też było w kształcie V ?

1

Piotr pokazał zdjęcie swojej asystentce, bardzo wierzącej i pragmatycznej osobie. Najpierw się przeżegnała, potem splunęła na podłogę i powiedziała;

  • Co za głupek, dał się złapać.

Dał się złapać….. No właśnie. Nie wierzę, by to był przypadek.

Niezwykłe zdjęcie.

21. 01. 14 r.                                                                                                                                 Warszawa.                                                                                                                 Byłem w kościele i dostałem wizję.

Jestem znowu na polu, w oddali widzę miasto i strumień idących w jego kierunku czarnych demonów. Wiem, że chcą oni zaatakować ludzi i więc zaczynam ich wybijać swoim mieczem. W jednej chwili zrobiłem się wielki i jednym ciosem przecinając ich w pół położyłem wszystkich, natychmiast zamienili się w popiół.

Schodzę piętro niżej pod ziemię, przechodzę poziomy likwidując wszystkich po kolei, likwiduję też tę wielką postać z mackami na głowie. Dochodzę znowu do jaja i patrzę na nie wkurzony. Mam świadomość, że mogę go zniszczyć, ale nie wolno mi. Wtedy z góry z dziury wysuwa się wielki wąż i otwiera paszczę, mieczem ucinam mu głowę. Wracając do jaja zobaczyłem, że tak jak było ono wcześniej żyjące, tak stało się matowe i bez połysku, wiedziałem, że umiera.

Zrozumiałem, że zabijając węża źle zrobiłem. Po cichu chciałem prysnąć, że to niby nie moje dzieło. Pojawiła się wielka biała ręka i nasunęła się na to jajo, napełniła go znowu życiem. Wtedy słyszę głos;

  • Nie wolno ci tego zrobić, stanie się wielkie nieszczęście.

Mój miecz, którego miałem z boku chciał sam odlecieć, ledwo go zatrzymałem. Dali mi go, a teraz chcieli mi go zabrać. Chyba nie dojrzałem, żeby mieć miecz.


25. 01. 14 r.                                                                                                                                        Szczecin.                                                                                                                                          Oglądaliśmy w Tv program o nieruchomościach i zadałam pytanie Piotrowi, gdzie chciałby mieć swój dom… a on nie odrywając oczu od komputera odpowiedział mechanicznie i bez zastanowienia;

  • Mój dom nie tutaj.

Po chwili ocknął się i spytał zdziwiony;

  • To ja powiedziałem? To nie byłem ja – i patrzył na mnie z szeroko rozwartymi oczami.

Mój dom nie tutaj”….ten dobór słów jest nieprzypadkowy. Wierzę, mam nadzieję, że jego dom, nasz prawdziwy dom…. jest na Górze.


26. 01. 14 r.                                                                                                                                Szczecin.                                                                                                                  Była 21.45, oglądałam film w TV, a Piotr pracował na komputerze. Usłyszałam w głowie;

  • Zobacz zdjęcie.

Nawet mnie to nie zdziwiło. Podeszłam do stołu, gdzie leżał mój telefon i mówię do Piotra, że muszę sprawdzić zdjęcie. On spojrzał na mnie z zaciekawieniem, ale zaraz wrócił do komputera. Na święta dostałam Iphona 3 i narobiłam oczywiście wiele zdjęć. Opcja w tym telefonie jest dla wszystkich jasna, przesuwa się zdjęcia palcem. Tak też zrobiłam. Miałam kilkadziesiąt zdjęć, a szukałam intuicyjnie tylko jednego. Wiedziałam czego dokładnie szukam, choć nie wiem skąd to wiedziałam. Ktoś mną ewidentnie kierował. W końcu miałam to czego szukałam. To zdjęcie zrobione 11 stycznia oglądałam kilkanaście razy, a dopiero po powiększeniu zauważyłam to, co powinnam wtedy zauważyć od razu.

sFX66T1

11 stycznia odwiedzili nas syn i córka ze swoimi partnerami. Córka chwyciła mój telefon i zrobiła 4 zdjęcia. Te dwa dzieli zaledwie 1-2 sekundy. A tylko na pierwszym wisi coś w powietrzu pod sufitem. Pokazałam to Piotrowi, oczywiście był w szoku. Pode mną ugięły się nogi, nie sądziłam, że kiedykolwiek uda się sfotografować tego, z którym walczymy od kilkunastu lat …. Oczywiście zdjęcie jest jakie jest, wydobyć w komputerze z niego coś ostrzejszego jest ograniczone.

vRDpN84

Stopniowe powiększone zaznaczonego w kółku miejsca. Zdjęcie po dopasowaniu automatycznym.

12

I jeszcze w wersji czarno – białej.

Zdaję sobie sprawę, że sfotografowanie czegoś takiego jest niezmiernie rzadkie. Dlatego głęboko się zastanawiam, dlaczego jest mi dane zobaczyć te wszystkie rzeczy na własne oczy? Ciągle zadaję pytania chcąc to wszystko zrozumieć… Czy chodzi o to, by mnie przekonać, czy o to, by pisząc ten dziennik przekonać innych? Dlaczego gacek jest … zielony? 

Często zastanawiam się nad wszystkim co się wydarzyło i co się ciągle dzieje. Gdybym miała komuś o tym opowiedzieć musiałabym zacząć od tego, że w rzeczywistości ta cała historia nie jest o Złym, to przepiękna historia o Bogu, o jego przenikliwej mądrości i bezwarunkowej miłości do człowieka. To kronika wydarzeń, które są świadectwem istnienia drugiego świata, Boskiego świata, którego wprawdzie nie widzimy, ale który po prostu jest tuż koło nas. Po raz kolejny odczuwam wielką pokorę wobec wszechwiedzy Boga.

Kiedy rozmawiamy o tym z Piotrem zazwyczaj kończy się tak, że milczymy zagłębieni w swoich myślach. Piotr widział znacznie więcej niż ja i ma naprawdę dużo więcej powodów, by milczeć. Nam po prostu brakuje słów… 

Przez wiele miesięcy prosiłem, bym mógł Go zobaczyć. 3 -4 lata później w wizji zobaczyłem Jego oczy. Zobaczyłem jak stworzył cały wszechświat, zobaczyłem to w jednym jego spojrzeniu.

Oczy pełne mądrości, ale i sprawiedliwości, był w nich niesamowity spokój. Słów mi brak, one po prostu patrzyły w takim spokoju, zawierały wszystko, wiedzę, mądrość. On wszystko wie. A Chrystus jest czystym dobrem i miłością.


Uwaga, ponieważ wpisy edytują się w kolejności od najnowszych do najstarszych, by w pełni zrozumieć pisany tekst, proszę cofnąć się do samego początku.

Jak rozróżnić Dobro od Zła.

10. 01. 14 r.                                                                                                                                     Szczecin.                                                                                                                     Piotr dostał wizję, która jest jakby kontynuacją tej z 4 stycznia.

Znowu znajdowałem się na powierzchni jakiegoś pola, mieczem załatwiałem gacki, wśród nich zobaczyłem wyjątkowego chuderlaka, od razu wiedziałem, że jest to syn najważniejszego z nich. Mieczem przeciąłem go na pól. Kiedy zrobiłem z wszystkimi porządek wbiłem się mieczem na niższy poziom, tam załatwiłem kolejne gacki i robale, wbiłem się mieczem poziom niżej i zobaczyłem kulę, w której coś żyło. Wyglądało to jak jądro w kształcie jajka. Chciałem w to wbić swój miecz, ale usłyszałem z dołu krzyk;

  • Weźcie tego wariata!!! – ten głos był skierowany do Góry, nie do mnie.

Wtedy nad tym jądrem pojawiła się wielka biała dłoń, która  zakryła jajo. Nie chciała mi pozwolić na dalsze działanie. Zaraz potem usłyszałem;

  • Większa z tego będzie szkoda, jak to zniszczysz, niż pożytek.

Ale ja byłem uparty, mieczem rozsunąłem palce tej dłoni i mimo wszystko chciałem wbić się w „jajo”. Wtedy ta wizja została przerwana.

Wtedy zrozumiałem, że jest między nimi układ, do którego nie mogę się wtrącać. Zło jest potrzebne, dzięki temu ludzie się uczą, a nauka jest dla nas najważniejsza. Usłyszałem jeszcze na koniec, kiedy nad tym myślałem;

  • Jesteś wciąż na pierwszym poziomie.

Zrozumiałem, że na pierwszym poziomie chwytam tylko za miecz nie myśląc, na drugim mam miecz, ale go nie używam, trzeci poziom kiedy nie potrzebuję miecza, jestem siewcem dobra. Najważniejsza jest duchowość, do tego trzeba dążyć. W takim razie sam siebie pytam, to po co jest mi dany ten miecz? To mam te gacki zwalczać, czy nie, o co tu chodzi?

To są pytania, na które nikt nie jest w stanie odpowiedzieć. Kolejny raz dano mu znać, że walka i unicestwienie Zła nie jest najważniejszym celem, ale nauka. Zło będzie istniało zawsze, bo wydaje się, że to bardzo dobra forma nauki dla ludzi. Hmmm….   założę się, że niewielu to zrozumie.


18. 01. 14 r.                                                                                                                              Warszawa.                                                                                                                 Kupiłam pierwszy numer czasopisma „Egzorcysta”, zaintrygowała mnie okładka oraz nagłówki, które ukazały się na pierwszej stronie. Zdziwiłam się też, że w ogóle coś takiego się na rynku wydawniczym pokazało.

egzorcystaduze

„Słabość Złego. Piszemy o tym od pierwszego numeru: Jezus już zwyciężył, a Szatan już przegrał. To nigdy nie była walka równych sobie. Bóg w Trójcy jedyny zawsze zwycięża. Ale jednocześnie słabość Złego jest dla nas wyzwaniem do większego wysiłku w dążeniu do Boga. Pokora, pobożność, życzliwość – to wszystko co ukazał nam Zbawiciel, jest naszym narzędziem w walce ze Złym. Ale on, chociaż nie wszechpotężny, tylko słaby jest groźny. Należy z nim walczyć, lecz skuteczność tej walki jest możliwa tylko w szeregach Bożej Armii, jak mówi publikowane w niniejszym numerze świadectwo.”

Ale on, chociaż nie wszechpotężny, tylko słaby jest groźny” – zawsze mnie zastanawiało, dlaczego Zły pokazywał się także jako ułomny starzec, który wydawał się bardzo słaby i niegroźny. Było to zupełnie inne wyobrażenie diabla, jaki do tej pory znaliśmy z opowieści lub filmów klasy C. Doszło do mnie teraz z całą świadomością, że kiedy się pojawił u nas po raz pierwszy jako utykający zgarbiony mężczyzna chciał nas tylko zmylić i oszukać, bo jest świetnym kłamcą.

W tym samym numerze czytam; Walka jest możliwa tylko w szeregach Bożej Armii…. chyba nikt nie mógłby ująć tego lepiej. Ta BOŻA ARMIA towarzyszy nam cały czas, dając znać w różny sposób. Bez niej nie dalibyśmy rady. Mam wielkie wątpliwości, czy ktokolwiek dałby radę…..

vlcsnap-2015-04-15-13h48m48s197-1024x576

Przeczytałam historie nękanej kobiety i opis demona, który pojawił się złotej zbroi. ?! Trochę mnie to zmroziło, bo myślałam, że jest to jedynie przywilej dany samej Górze. Zrozumiałam, że spotkanie z 4 „mędrcami” w złotych szatach, którzy pytali, czy chcę wiedzieć zmarłych mogła nie pochodzić od Światła. W każdym razie nie mogę być tego teraz taka pewna.

Największy problem w spotkaniach z Istotami jest rozróżnienie, z kim akurat mamy do czynienia. Dopiero po latach nauczyłam się jak ich identyfikować, choć zawsze pozostaje cień wątpliwości. Anioł zawsze pozostawia po sobie aurę miłości, po takim śnie / wizji człowiek czuje się szczęśliwym i spokojnym. On nie przekazuje wizji, które miałyby człowieka zdołować. Devil odwrotnie. Nawet kiedy pojawia się jako Jezus… pozostawia po sobie niepokój. 

Jakiś czas temu natrafiłam na zapiski Ojca Pio, który również miał wizyty diabła w różnej formie i miał ten sam problem, czasami nie był pewny czy rozmawia z kimś z niebios, czy z kimś piekła.
Święta Teresa z Àvila mówiła już w swoich czasach, że zauważyła, iż kiedy ukazywali się jej Pan Jezus albo Matka Boża naprawdę, zrazu miała poczucie zmieszania. Potem, po skończeniu objawienia, pozostawał w niej głęboki pokój, pogoda ducha. A my widzimy to we wszystkich objawieniach, wystarczy wspomnieć choćby Zwiastowanie. Anioł mówi od razu do Maryi: „Nie lękaj się”. Albo w Fatimie – Matka Boża mówi od razu do dzieci fatimskich: „Nie lękajcie się”. To znaczy, kiedy objawienie jest prawdziwe, z miejsca wywołuje zmieszanie. Potem natomiast zostawia wrażenie spokoju. Dokładnie na odwrót dzieje się w przypadku fałszywych objawień. Kiedy Ojcu Pio – a to samo zdarzało się św. Teresie z Àvila – zły duch ukazywał się pod postacią Pana lub Matki Bożej, od razu czuli się szczęśliwi. Potem, po skończeniu widzenia, mieli poczucie goryczy, smutku, przygnębienia. Właśnie po tym rozumieli, że objawienie było fałszywe. Nie był to rzeczywiście Pan, tylko zły duch przebrany za Pana.

http://glosojcapio.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=2037&Itemid=100

Czy Zło musi istnieć?

04. 01. 14 r.                                                                                                                                 Szczecin.                                                                                                                  Kilka dni temu miałam sen. Byłam otoczona czterema mężczyznami, wydawali się na początku przyjaźni, ale nagle jeden z nich stojący najbliżej zaczął się dziwnie zachowywać. Jego twarz zmieniła się w jakąś parchatą mordę, zaczął się śmiać cynicznie i wiedziałam, że zaraz mnie zaatakuje. Wołałam Piotra, ale nigdzie go nie było. We śnie krzyczałam i to mnie obudziło.

Ale to jest niczym wobec tego, co widział Piotr. Kiedy wrócił po pracy był tak naładowany, jakby podłączył się do prądu. Już wiedziałam, że coś się wydarzyło. Okazało się, że jadąc autem miał wizję, która zrobiła na nim piorunujące wrażenie. Nie wiem jak można prowadzić auto i jednocześnie mieć wizje i nie zrobić przy tym wypadku… ?… a Piotr ma tak już coraz częściej.

Jestem na powierzchni, jakiejś polanie, jestem ubrany na biało, widzę gacki, pełno demonów, mają rogi, poharatane mordy. Wyciągam miecz i zaczynam je ciąć, ta walka trwa błyskawicznie, mieczem tak szybko obrabiam, że każdy demon zmienia się w popiół, który spadał jak proszek. Kręcę się w powietrzu i jak świder wbijam się z mieczem w ziemię i przechodzę pod ziemię jakby piętro niżej. Tam znajduję inne już demony, wyglądają dziwnie, połączenie różnych zwierząt, np. psa z kotem itd., były to jakieś hybrydy, potwory. Demony są mniejsze ode mnie, załatwiam sprawę szybko, przecinam mieczem i one się też spopieliły. Wychodzą kolejne 4 duże, ci są podobni do mnie, ale są czarni, zabijam ich mieczem i oni też się spopielają. Nie ma już nikogo, robi się czysto, pojawia się na tym piętrze zielona trawa.

Znowu wbijam miecz w ziemię i znowu schodzę piętro niżej, widzę ohydne robale, białe, długie śliskie, czarne, szare, kudłate, czerwone, słyszałem ich szelest i świst. Schowałem miecz do pochwy, skrzyżowałem ręce na piersiach i z całego mojego ciała wydobyła się ogromna energia, wszystko wokoło spaliłem, zrobiło się czysto i wyrosła trawa. Te spalone resztki robali uniosły się do góry i zaczęły opadać jako popiół.

Znowu wbiłem miecz w ziemię i znowu znalazłem się piętro niżej. Zobaczyłem ruszające się dziwne macki, poruszały się jak koralowce w wodzie, uciąłem ich tylko kilka, bo szukałem źródła tego dziadostwa. Zrozumiałem, że te „koralowce” żyją na czyjejś głowie. Głowie wielkiego demona zajmującego z 2 piętra. Wbiłem się przez te macki i wlazłem w jego mózg. Chciałem go załatwić i wbiłem miecz głęboko aż dotarłem do serca. Załatwiłem go, spopieliłem mu mózg i jego wnętrzności. Chciałem iść dalej jeszcze głębiej, bo wiedziałem, że prawdziwe zło jest jeszcze niżej. Pod nim zobaczyłem coś wielkiego w kształcie przezroczystego jaja, w środku zielone jakby rośliny, które się lekko ruszały, wiedziałem, że coś tam w środku żyje. Zamachnąłem się mieczem na to jajo i wtedy usłyszałem;

xgyjt6no4bumwgp9yfi4

  • Zostaw go.

Zobaczyłem piękną białą dłoń, która była większa ode mnie kilka razy i która zasłoniła to jajo. Nie pozwolono mi tego zrobić. Wyskoczyłem do góry na samą powierzchnię. Wbiłem swój miecz w ziemię, kleknąłem i spytałem. 

  • Co dalej Boże każesz…?

kneeling_knight_by_falloutbos34-d3igq5y

 

W tej wizji nie zastanawia mnie to, że piekło po raz kolejny ukazuje się jako kilkupoziomowe miejsce pod ziemią, bo może być to czysta symbolika, ale to, że jajo rodzące Zło (pewnie też jedynie symbolika) zostało… ocalone. W takim razie pytanie… czy Zło musi istnieć? I to mnie zaskoczyło, gdyż nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałam. 


08. 01. 14 r.                                                                                                                              Warszawa.                                                                                                                  To jakaś plaga ostatnio. Znowu dziwny wypalony znak, tym razem na brzuchu, wg Piotra to odcisk ich stopy lub ręki, trudno powiedzieć.

kopyto 2

Zdjęcie oryginalne i ulepszone poprzez wzmocnienie m. in. kontrastu. 

Piękny koniec roku.

17. 12. 13 r.                                                                                                                                     Warszawa.                                                                                                               Zadzwoniła córka i opowiedziała, że znowu jakiś głos obudził ją rano. Choć nie widziałam jej twarzy to jednak wiedziałam, że ma oczy szeroko otwarte z niedowierzania…

  • Spóźnisz się.

To już kolejny raz.


Siedzieliśmy spokojnie na kanapie, kiedy Piotr się złapał za klatkę, gdyż poczuł ukłucie.

2

Ugryzienie nie było zbyt imponujące, więc Piotr natychmiast sobie poszydził mówiąc głośno;

  • Moglibyście się lepiej postarać.

No i jak na zawołanie pojawiły się szybko kolejne i kolejne………… hurtowo, nigdy wcześniej tyle naraz ich nie było.

11


19. 12. 13 r.                                                                                                                              Warszawa.

Byłem w kościele rano, przyjąłem opłatek i znowu dostałem wizję; Zobaczyłem pod sufitem kościoła dwie postacie; starszego siwego człowieka z długą brodą, a obok niego Jezusa. Bóg wyciągnął do mnie rękę, nie wiem jaki cudem zrobiła się taka długa. Przyciągnął mnie do siebie i przytulił z boku z jego prawej strony. Usłyszałem w swojej głowie;

  • A teraz jedź do domu, spędź święta z rodziną.

Zrozumiałem, że przestrzeń, czas nie istnieje, dla Niego nie ma żadnych granic. Dlaczego mam wracać do domu? Przecież N. nie ma i chyba nie zdąży wrócić ze statku. Czułem, że mówiąc do rodziny, mówił o całej rodzinie, czyli N. powinien przyjechać.

Mówił to bardzo przejęty nie wierząc jednak do końca w to, co usłyszał. Nasz syn 4 miesiące temu wypłynął na pierwszą praktykę i dzisiaj jego statek jest zaokrętowany w Chinach. Wydaje się dlatego, że nie ma szans, by wrócił na święta, byłby to swoisty cud. Wrócić do Europy w kilka dni statkiem to technicznie niemożliwe. Piotr to bardzo przeżywa, ponieważ nigdy nie byliśmy na święta Bożego Narodzenia osobno i dodatkowo tak daleko od siebie.

Obejrzałam na ID discovery „Z archiwum egzorcysty” (Exorcist Files). Ponownie usłyszałam dlaczego człowiek budzi się o 3.00 w nocy (jako opozycja do godziny 15.00, godziny śmierci Chrystusa) i dlaczego są zadrapania trzech pazurów. Wg egzorcysty trzy – palcowe zadrapanie to znak Trójcy Świętej. Myślę jednak, że wyjaśnienie może być dużo prostsze. Może po prostu tak są zbudowani akurat ci, co te zadrapania robią. Nie wiem, czy zależy mi na sprawdzeniu tej teorii, ponieważ w takim przypadku trzeba byłoby ich zobaczyć na własne oczy, a raczej do tego mi nie spieszno.


21. 12. 13 r.                                                                                                                                 Szczecin.                                                                                                               Dzisiaj wrócił nasz syn, zrobił nam wszystkim prawdziwą niespodziankę. Okazało się, że na statku decyzję podjęto w ostatniej chwili, zabukowano bilety lotnicze i zakończono w ten sposób jego praktykę. Nikt się tego nie spodziewał… tylko Bóg wiedział.

hqdefault

I tak się skończył pięknie ten rok 🙂

Zmartwychwstanie.

06. 12. 13 r.                                                                                                                                     Warszawa.                                                                                                                   Od miesiąca wisi nad nami jakieś fatum. Wszystkie przetargi przegrywamy, jesteśmy ciągle na drugim miejscu. Nawet nie na trzecim, czwartym… ale właśnie drugim. To jak lizanie lizaka przez szybę. Dodatkowo trwa kontrola ZUS-u i już wiemy, że będziemy płacić jakieś kary. Obrót w grudniu jest niższy niż w listopadzie, a tak się nie zdarzyło nigdy wcześniej. Zawsze w grudniu Piotr nie mógł wyrobić się z zamówieniami, a teraz pustka. Jakby ktoś postawił barierę nie do przejścia. Ludzie w firmie zaczynają panikować i sami siebie pytać, co się dzieje. Piotr jest lekko przybity i boi się, że szybko zbankrutuje.

Może ma to związek z tym, iż ostatnio na forum FN tak dużo piszę na temat gacka? Zauważyłam tę zależność już wcześniej, a pamiętam słowa, że gacek działa na Piotra właśnie przez pieniądze. Nie przestanę pisać… chyba, że nie będę miała już o czym pisać. Przekazuję swoją wiedzę, bo może komuś to pomoże. Niedawno dostałam podziękowanie od jednej osoby, mającej podobne do mnie doświadczenia i poczułam sens mojego pisania; „Błogosławie cię i twoich bliskich”. Głupio mi się zrobiło. Nie czuję się tego godna.

Sprawy finansowe trzeba po prostu przeczekać, mówię to Piotrowi od kilku dni, ale przekonało go dopiero to, co usłyszał dzisiaj. Wracał do domu i utknął w korku, w ciszy usłyszał męski głos tuż nad sobą. Ja mogę gadać godzinami i nic to nie zmieni, ale wystarczy usłyszeć kilka słów… nie z tego świata, by uwierzyć od razu.

  • Ja nie chcę od ciebie nic, nie chcę twoich lęków, zaufaj Mi całkowicie, bezgranicznie.

10. 12. 13 r.                                                                                                                                       Szczecin.                                                                                                                   Kilka dni temu zaczęłam porządkować swój dziennik, ponieważ postanowiłam go jednak opublikować. Zrobiłam to pod wpływem jednej prywatywnej i kolejnej wiadomości, którą dostałam na forum FN.

.pozostaje modlitwa … Dziękuję Ci za wszelką pomoc.

Kiedy leżałam już w łóżku o 22.00 godzinie zadzwonił Piotr. Powiedział rozbawiony, że oglądając film tuż koło jego głowy pojawiła się kula światła, miała z 20 cm średnicy, nie była duża, kręciła się koło jego głowy przez chwilę i zaraz wpłynęła w poduszkę. Pyta mnie co to jest? A skąd mam wiedzieć ? confused Gdyby udało się to kiedykolwiek sfotografować wyglądałoby to pewnie jak słynny Orb, o którym się wiele mówi, choć nikt nie wie dokładnie czym jest. Wg niektórych może być to dusza, może być to skumulowana energia, ale z dużym prawdopodobieństwem jest to coś pozytywnego, coś z naszego sąsiedniego świata. Niedawno przecież kula światła przeleciała przez pokój i z sufitu spadło małe piórko….

Kule towarzyszą Piotrowi od zawsze, od dzieciństwa i musi mieć to jakieś znaczenie. Sprawdzając wizje Katarzyny Emmerich, na podstawie których nakręcono „Pasję” zwróciłam uwagę na pewną informację;

Emmerich twierdziła, że już jako dziecko widziała Jezusa, z którym często rozmawiała. Wtedy miała też doświadczać pierwszych wizji. W ich trakcie widziała np. dusze cierpiące w czyśćcu, za które się gorliwie modliła. Innym razem twierdziła, że zobaczyła Trójcę Świętą, która ukazała się jej w postaci trzech przenikających się kul różnych wielkości – największa oznaczała Boga Ojca, średnia – Jezusa, a najmniejsza Ducha Świętego. Twierdziła też, że wszechobecność każdej z kul rozszerzała się stronę nieskończoności.

http://niewiarygodne.pl/kat,1031979,title,Ujrzala-smierc-Jezusa-i-opowiedziala-jak-wyglada-Bog,wid,15651052,wiadomosc.html?smgajticaid=616f62


11. 12. 13 r.                                                                                                                                Szczecin.                                                                                                                     O 7.30 zadzwonił do mnie Piotr. Zanim odebrałam już wiedziałam, że coś się znowu wydarzyło. Opowiedział, że był w Kościele i po przyjęciu opłatka miał krótką, przepiękną wizję.

Zobaczyłem jak w skalistej grocie, czy w jakimś skalistym pomieszczeniu, nie jestem w stanie tego sprecyzować, ale na skalistej półce, jakby w sarkofagu lub otwartej skalistej trumnie leżał mężczyzna. Ściany tego sarkofagu miały z 20 cm wysokości. Zobaczyłem jak ten leżący nagi mężczyzna podkurcza prawą nogę, prawą rękę opiera się o próg tego sarkofagu i wstaje. Widzę, że jego ręka ma dziurę w dłoni. Ten mężczyzna wstał, był nagi ale i nie nagi, widziałem jego nagie ramiona, ale nic więcej. Pojawia się jasne słońce, światło, które go pochłonęło. Przez całą tą scenę słyszałem fanfary, trąby, które były bardzo radosne, nie znam się na muzyce i nie wiem jak to opisać. W ogóle brakuje mi tu słów, żeby to wszystko opisać dokładnie, jestem w tym za słaby. Zobaczyłem to, zobaczyłem jak zmartwychwstał Chrystus………….

111

Opowiadał mi z przejęciem, a ja z przejęciem od razu to spisałam. Nauczyłam się trzymać przy łóżku i wszędzie notatnik z długopisem, bo nigdy nie wiem co się akurat wydarzy. Dopiero później analizując jego wizję zwróciłam uwagę, że inaczej dotychczas wyobrażałam sobie zmartwychwstanie, być może pod wpływem bardzo sugestywnego filmu „Pasja”.

W każdym razie to, co do tej pory miałam utkwione w pamięci (czyli jakby stół, kamienna ława) daleko było od wizerunku „sarkofagu”. Zaczęłam więc sprawdzać w internecie.

Powyższa Wikipedia https://en.wikipedia.org/wiki/Tomb_of_Jesus wymienia kilka miejsc pochówku Chrystusa. Na jedno zwróciłam szczególną uwagę (znajduje się w starej części Jerozolimy), bo wygląda właśnie jak sarkofag. By z niego się wydostać, trzeba podkurczyć kolano, oprzeć się o próg i dopiero wstać. Trudno to sobie wyobrazić inaczej. Nie będę twierdzić oczywiście, że to miejsce jest prawdziwym pochówkiem Jezusa, bo nie wiem. Dla mnie ważne jest to, że jeśli mamy tego typu archeologiczne odkrycia w starej Jerozolimie, to wizja Piotra może być całkiem prawdziwa.

the-garden-tomb-006

https://en.wikipedia.org/wiki/The_Garden_Tomb

http://www.thenazarenecode.com/garden-tomb.php

Szatan?

22. 10. 13 r.                                                                                                                                     Warszawa.                                                                                                                 Nad ranem koło 4.00 poszłam do łazienki i zobaczyłam światło w pokoju Piotra. Zdziwiona zajrzałam do niego. Nie spał, powiedział, że o 3.00 odwiedził go gacek z kimś jeszcze;

  • Jestem cień… powiedział ten drugi do mniezrelacjonował mi zdarzenie.
  • Ja ci kurwa dam „cień”, teraz już nie jesteś „cień” … powiedziałem i zapaliłem lampę na biurku.

Tak mnie to rozśmieszyło, że nie mogłam już zasnąć do rana. icon_lol - Kopia Swoją drogą kim jest ten „cień” ? p. s. przepraszam, że czasami piszę dosłownie przekleństwa, ale tylko w ten sposób oddaję pełnię atmosfery niektórych rozmów.


26. 10. 13 r.                                                                                                                                 Warszawa.                                                                                                               Wczoraj oglądałam kolejny odcinek „Jasnowidz na tropie zbrodni – Australia” (Sensing murder psychics reveled). Bardzo lubię ten serial dokumentalny i za każdym razem wyciągam z niego dla siebie jakieś ważne informacje. Wczoraj oglądając niezwykłych ekstrasensów pomagających w rozwiązywaniu niewyjaśnionych zbrodni pomyślałam, że to wspaniale mieć taki dar i pomagać zrozpaczonym ludziom.

Dzisiaj siedząc na kanapie i oglądając TV zauważyłam w pewnej chwili, że Piotr gapi się w jeden punkt na ścianie, lekko przekrzywił głowę i wyglądał tak, jakby czegoś słuchał. Po chwili szturchnął mnie w łokieć i spytał;

  • Chciałabyś widzieć zmarłych? Właśnie zobaczyłem 4 mężczyzn w złotych szatach, wyglądali jak mędrcy, pytają, czy chcesz widzieć zmarłych?

Rozdziawiłam gębę, można powiedzieć ze zdziwienia. icon_e_surprised - Kopia Właśnie wczoraj o tym myślałam, a dzisiaj dostaję odpowiedź. Kiedy tak naprawdę doszło do mnie o co pyta przestraszyłam się i szybko powiedziałam „nie”. Czy tego bym chciała… widzieć zmarłych? n4a9sn Jeszcze tego mi brakuje…  trzeba przecież normalnie żyć! Tak więc nie, dziękuję… ale to miłe, że pytają icon_lol - Kopia


27. 10. 13 r.                                                                                                                                     Warszawa.

Znalazłem się przy wielkim tronie, gdzie siedział Ojciec, widząc, że jest bezpieczny ruszyłem do ludzi i zacząłem walczyć mieczem z czarną masą diabłów, która wchodziła do miasta. Kiedy skończyłem starszy mężczyzna pogłaskał mnie po głowie, postawił mnie przed tronem jako siódmy filar. Sam w pewnej chwili uniósł się gwałtownie do góry i zniknął… Zostawił mnie.

tron

Ciekawe, to druga wizja z filarami.

http://www.katolik.pl/filary-sakramentalnego-zycia-duchowego,924,416,cz.html

http://gosc.pl/doc/793709.FILARY-WIARY


21. 11. 13 r.                                                                                                                                   Szczecin.

W nocy byliśmy w trójkę w olbrzymim pokoju, ja, ty i starszy mężczyzna z siwymi włosami i brodą. Siedziałaś na kanapie z 6 metrów dalej i czekałaś. Podchodzę do okna, pod którym w fotelu siedział mężczyzna. Stanąłem przed nim, kciukami trzymałem połacie marynarki i byłem taki pewny siebie. Obserwując to mężczyzna zaczął się serdecznie śmiać. Wtedy powiedziałem do niego;

  • Fajny jesteś i sympatyczny, ale masz za dużo pomysłów w głowie, nie zostawię Oli z tobą – i wyszedłem zabierając cię ze sobą.

Po przebudzeniu miałem wyrzuty sumienia, że tak się do Niego odezwałem, a jeśli to był sam Ojciec?

To już drugi raz „siwy starzec” śmieje się z Piotra (wpis 18.10.10). Ten śmiech jest pełen serdeczności i zrozumienia, jakby chciał powiedzieć; człowieku, ty się nigdy nie zmienisz !!! Piotr nie może sobie darować, że tak się odezwał i od rana ciągle mi o tym mówi. Wychodzi tu niestety osobowość Piotra, nie zaufał Mu, bo z reguły nie ufa nikomu, taki już jest. icon_rolleyes


25. 11. 13 r.                                                                                                                                   Warszawa.

Siedziałem w pokoju i zobaczyłem przed sobą jak nagle zmienia się powietrze. Pokazał mi się wielki czarny demon w kształcie człowieka, miał z 30 m, miał ogromne czarne jak smoła skrzydła, ostre zęby, kręcone krótkie włosy i zakręcone rogi jak baran, a w lewej dłoni trzymał czarny, ciężki, masywny miecz. Zdjął zębami dach domu i powiedział;

  • Jestem twoim przeciwnikiem i będę na ciebie czekać na polanie, stoczymy pojedynek. To będzie miało bardzo ważne znaczenie dla układu.

Hmm…. Czy to ma sens? Nigdy dotąd Piotr nie widział demona / diabła ze skrzydłami. Czyżby pojawił się jakiś dowódca? Czy „polana” ma jakieś znaczenie? „To będzie miało bardzo ważne znaczenie dla układu”… a więc istnieje jakiś układ, porozumienie między Światłem i ciemnością.


Dopisane 10. 06. 16 r.

Trzy lata po tym doświadczeniu mam więcej informacji, by to wyjaśnić. To, co zobaczył Piotr… okazuje się być bardzo ważne. 

W Starym Testamencie pojęcie Szatana pojawia się w znaczeniu przeciwnik, nieprzyjaciel, przeszkoda na drodze. Szatan występuje też jako oskarżyciel przed Bogiem. Nie jest przeciwnikiem Jahwe. (…) Według Talmudu Szatan został stworzony szóstego dnia stworzenia. Pierwotnie był potężnym aniołem, wodzem chóru serafinów oraz cnót. Szatan zgodnie z popularnymi wyobrażeniami, ma dwa skrzydła. Jednak jako serafin powinien być przedstawiany jako istota z trzema parami skrzydeł.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Szatan

W II części blogu ”Rozmowy z Niebem” przedstawię rozmowy prowadzone z Homielem… i nie tylko. Wpisując dzisiaj na blogu ten fragment dziennika od razu spytałam o kwestię rogów, ponieważ w literaturze staro-hebrajskiej opisuje się różny wygląd upadłych aniołów. Okazuje się, że rodzaj rogów ma znaczenie, to jest jakby wizytówka z kim ma się akurat do czynienia. Nie będę jednak dalej tego tematu tutaj drążyć. 

Polana to coś pośredniego między Niebem a Piekłem, ziemia niczyja.

Upadły anioł trzyma miecz w lewej ręce, Archanioł w prawej. Nie wiem jednak jeszcze, czy tak jest faktycznie, czy to tylko symbolika przedstawiająca Zło jak przeciwieństwo Dobra. Wiem tylko na dzień dzisiejszy, że takie szczegóły mają swoje znaczenie. 

 


Uwaga, ponieważ wpisy edytują się w kolejności od najnowszych do najstarszych, by w pełni zrozumieć pisany tekst, proszę cofnąć się do samego początku.