Początek wojny.

Po egzorcyzmach na pewien czas ustały nocne pobudki i panował względny spokój. Mieliśmy nadzieję, że wszystko wróciło do normy. Ale mniej więcej 3 miesiące później obudził mnie o 5 rano telefon. Widząc w wyświetlaczu, że to Piotr przestraszyłam się, że coś się stało. Nigdy mu się wcześniej nie zdarzało, by dzwonić tak rano. Pierwsze co usłyszałam w słuchawce to płacz. !? Przeszedł mnie dreszcz, bo nigdy nie widziałam go w takim stanie. Po chwili uspokoił się i zaczął mówić.

Miałem sen, właściwie nie sen, to wizja, była tak realistyczna, że kiedy się zbudziłem, byłem zdziwiony, że leżę w łóżku. Jest duże pomieszczenie wyglądające jak muzeum, ma poziome gabloty, za jedną z gablot stoi facet ubrany jak mój tato i wyglądał jak mój tato, ale jego twarz była cała z wypryskami, pomarszczona, z wybroczynami na gębie, miał kręcone ciemne włosy średniej długości.

Powiedział stojąc za gablotą;

  • Chodź ze mną – i w jednym ułamku sekundy stanął przy mnie.
  • Odczep się, czego ty chcesz ode mnie – powiedziałem.
  • Jak to nie wiesz?
  • Nie wiem.
  • Przecież jesteś moim synem, zawsze byłem w tobie – odparł.
  • To nieprawda – zacząłem krzyczeć, ale ten nie słuchał. Zignorował to. Klęknął przede mną i wyciągnął do mnie dłoń.
  • Podaj mi dłoń, będziemy razem rządzić.
  • Nie, to niemożliwe, nigdy! – krzyknąłem.

Zwiałem od niego. Czułem w nim ogromne zło. Chciałem jak najdalej od niego uciec i zbiegłem piętro niżej. Wszedłem do jakiegoś mieszkania, gdzie było kilka kolejnych pomieszczeń. Usłyszałem wtedy głos jakby spoza tego budynku, kogoś, kto obserwował całą sytuację z góry.

  • Nie możesz wiecznie uciekać, musisz walczyć.

To mnie zatrzymało i wtedy się odwróciłem. Cofnąłem się do drzwi, otworzyłem je i naprzeciwko zobaczyłem kobietę, która unosiła się z 15 cm nad ziemią.

Delikatnie zaczęła się przesuwać w moim kierunku. Obniżyłem wtedy głowę i zacząłem walić w nią na oślep , ale to nic nie dawało. Nagle rozpostarłem szeroko ręce i wyszła ze mnie energia w kształcie półksiężyca. Odrzuciło kobietę na ścianę i rozpadła się na wiele części. Wychodząc z tego pokoju po mojej lewej stronie na korytarzu stał znowu on, facet z bruzdami na twarzy, ale z nosa i zewsząd leciała mu krew. Przeszedłem koło niego i zszedłem znowu piętro niżej do wyjścia z budynku. Mogłem wyjść.

Słuchałam go z bijącym sercem. Czułam, wiedziałam, że to było cholernie ważne. To wtedy postanowiłam, że zacznę spisywać wszystko, co się będzie działo, by pamiętać i by zrozumieć. 

Ta wizja, to spotkanie na jawie to najbardziej traumatyczne doświadczenie, jakie do tej pory przeżył. Myślę, że to wydarzenie do głębi wstrząsnęło Piotrem. Chyba wtedy dopiero uwierzył, że egzorcysta mówił prawdę. W tym spotkaniu z demonem dokonał wyboru, postanowił z nim walczyć, a nie współpracować. Władza jaką dysponował fascynowała go, ale zrozumiał, że to droga ku przepaści. Odrzucił ją i powiedział „nie”. Dopiero od tego momentu zaczął się modlić, ale prawdziwie szczerze. Wewnętrznie czuł tego wielką potrzebę. 

aa

I tak zaczęła się nasza wojna.

Jednak im więcej było modlitwy, tym częstsze były ataki. Przychodziło to falami, 2 miesiące spokoju, 2 miesiące horroru. W okresie ataków niemalże codziennie Piotr przeżywał nocne wizyty. W warszawskim mieszkaniu stara podłoga uginała się i skrzypiała pod wpływem ciężaru, choć nikogo nie było widać. Pewnej nocy Piotr obudziwszy się zauważył, że sufit jest wyjątkowo blisko. Spojrzał wtedy w bok i zauważył, że wisi nad łóżkiem z 1.5 metra. Na szczęście nie wpadł w panikę, tylko się obniżył powoli samoczynnie. Co najmniej dziwne doświadczenie. 

Ingerencja Złego była tak silna, że był u kresu sił. Przyznał się też, że znowu chciał popełnić samobójstwo.Słyszał w głowie;

  • Rzuć się, rzuć, życie jest bez sensu, po co ci to?

Manifestacje fizyczne demona nie są tak wyniszczające jak jego oddziaływanie na psychikę. To tak jakby ktoś dłońmi objął głowę i powoli ściskał ją imadłem. Piotr bał się zasypiać, jeśli już to zapalał lampkę nocną myśląc, że da mu to jakąś iluzję bezpieczeństwa. Paliła się nocami przez lata. Jednak prawdziwy spokój odnalazł w modlitwie, czasami modlił się kilka minut, czasami godzinę. Choć niekiedy zaraz po modlitwie podłoga znowu uginała się i było słychać ciężkie kroki Piotr stawał się w sobie silniejszy. W pewnym momencie zrozumiał, że nie ma innej drogi jak walka…. albo on przetrwa, albo oni…. kimkolwiek są.


Uwaga, ponieważ wpisy edytują się w kolejności od najnowszych do najstarszych, by w pełni zrozumieć pisany tekst, proszę cofnąć się do samego początku.

3.00 w nocy.

Postanowiłam szczerze porozmawiać z Piotrem, tym bardziej, że przez jego zachowanie, otaczającą go aurę, coraz gorzej znosiłam jego obecność. Między nami dosłownie iskrzyło. Dochodziło do tego, że kiedy przyjeżdżał do domu w piątek nie mogłam się doczekać, kiedy wyjedzie w niedzielę. To co zaczął opowiadać bardzo mnie zaskoczyło. Przyznał się, że jeszcze nigdy nie czuł się lepiej, że ma władzę nad innymi i to go fascynuje. Powiedział, że lubi wykorzystywać ludzi i robi to świadomie. Odkrył, że z łatwością ściąga od innych energię choćby wtedy, gdy wraca pociągiem do domu. Wtedy ma dużo czasu, by ćwiczyć i robi to często. Opowiedział o pewnym wydarzeniu.

Jechałem pociągiem, przede mną kilka godzin jazdy, a byłem cholernie zmęczony. Przez krótką chwilę byłem w przedziale sam, ale wkrótce dołączyła do mnie 5 osobowa grupka młodych ludzi, z rozmów wynikało, że wracali ze szkolenia. Miałam nadzieję, że wysiądą w Poznaniu, ale nie….Wytrzymałem trochę, ale oni tak gadali i gadali, bez końca. A ja byłem tak zmęczony. K…wa trudno. Oparłem się wygodnie. Przymknąłem oczy. Skupiłem się po kolej na każdym z nich. Wciągałem ich energie nosem, jak zapach dobrych perfum. W przedziale robiło się coraz ciszej. Kiedy podniosłem wzrok zauważyłem, jak dziewczyna wpatruje się we mnie przerażona i mówi „ Co pan robi, co pan robi!!!” Osunęła się po chwili, musiałem ją złapać, by nie spadła. Do końca miałem święty spokój. Bolała mnie tylko trochę głowa w tym miejscu (i pokazał mi miejsce między brwiami, później się dowiedziałam, że tzw. trzecie oko) Gdyby tak nie gadali….

Inny przykład; trafił mu się nieuczciwy kontrahent. Nie można było zmusić go do spłaty długu przez wiele miesięcy, a chodziło o duże pieniądze. Piotr zmęczony tam faktem po prostu pewnego dnia wygodnie usiadł w fotelu, zagłębił w swoich myślach , przywołując obraz tego człowieka. Tydzień później pieniądze zostały spłacone, a nasz kontrahent miał ciężki wypadek. 

Inny kontrahent od ponad roku unikał zapłacenia za fakturę. Był nieuchwytny i na szczęście dla niego Piotr nie znał go osobiście. Pewnego dnia jadąc pociągiem usiadł naprzeciwko obcego mężczyzny. Niby nic… Piotr spojrzał na niego raz, drugi i po chwili powiedział;

  • Pan się nazywa Kowalski?
  • Tak.
  • Jest pan oszustem.(p.s. mężczyzna miał bardzo nietypowe i rzadkie nazwisko, ale nie mogę go ujawnić)

Facet się naprawdę przestraszył, ludzie w przedziale zamilkli i zaczęli obserwować co się dzieje. Była tak napięta atmosfera, że mężczyzna wybiegł z przedziału.

Wszystkie wydarzenia, które relacjonował zrobiły na mnie ogromne wrażenie, bo opowiadał to z takim … zadowoleniem. Szkoda było mi tych ludzi, ale chyba wtedy zrozumiałam, że Piotr może być naprawdę niebezpieczny. Ale jak to się właściwie stało?

Kiedy już tak rozmawialiśmy szczerze Piotr otworzył się bardziej. Przyznał po chwili, że czasem ogarnia go uczucie bezsensowności życia. Każdej nocy budzony jest równo o 3.00. Po prostu otwiera oczy i siada na łóżku. Czasami coś dotyka jego twarzy, czasami słyszy kroki w swoim pokoju. Czasami ktoś szepcze „Piotr, Piotr…”. Czuje wokół siebie stale czyjąś obecność. Czuje się fizycznie i psychicznie bardzo zmęczony. 

Przyznał także, że chciał popełnić samobójstwo.

To był dla mnie cios w samo serce.

Jechał autem do domu i jak zwykle bardzo szybko. Na autostradzie coś go zaczęło naciskać w głowie, by się rozwalił o filar. Było mu już wtedy wszystko obojętne. Kierując się na filar ktoś przejął jego kierownicę i odbił w lewo i to go otrzeźwiło. ?!

Ktoś przejął jego kierownicę? Trudno było mi w to uwierzyć. Sama przeżywałam dziwne sytuacje, ale mimo wszystko… nadal trudno było mi w to uwierzyć.

I wtedy dostałam znak, że wszystko może dziać się naprawdę. Punktem zwrotnym w uświadomieniu sobie z czym mamy do czynienia był telefon. Kilka dni później w nocy po raz drugi w życiu usłyszałam w swojej głowie męski głos;

  • Odbierz ten telefon.

Ten głos był bardzo twardy, sugestywny, na tyle mocny, że budzę się natychmiast i automatycznie siadam na łóżku. Piotr poruszony hałasem też się budzi i w tym samym momencie dzwoni jego telefon komórkowy. Jesteśmy oboje tak zaskoczeni, że słuchamy dzwonka przez dłuższą chwilę. Mąż sięga po telefon, ale po drugiej stronie jest wyłącznie cisza. Nikt się nie odzywa, nie wyświetlił się też żaden numer. Siedzimy obydwoje bezradnie na łóżku i próbujemy zrozumieć co się właśnie wydarzyło. Nie mogliśmy już zasnąć, a była dopiero 3.00 w nocy.

Głos.

Nie pamiętam kiedy pojawił się w naszym życiu Mirek. Niewydarzony pijaczyna. Namówił Piotra na wyjazd na Ukrainę. W latach `90 dość powszechne były biznesowe wyjazdy na wschód, tam handlowano wszystkim. Oczywiście najbardziej opłacalnym biznesem był handel alkoholem i papierosami. Piotr uczepił się tej myśli stwierdzając, że może to jedyna możliwość wyjścia na prostą. Wyjechał i ta decyzja zaowocowała bardzo ciekawym wydarzeniem.

Któregoś dnia, kiedy wiózł w swoim dostawczym samochodzie kilkadziesiąt kartonów papierosów ponad normę został zatrzymany na granicy przez tzw. czarną brygadę, czyli specjalną kontrolę graniczną, która miała na celu gruntowne przeszukanie auta łącznie z jego rozpruciem, jeśli zajdzie taka potrzeba. Piotr widząc grupę kilku facetów ubranych w czarnych mundurach i kominiarkach podchodzących do jego samochodu był lekko przerażony, właściwie był pewny, że to koniec. W duchu zaczął prosić o pomoc !!! i wtedy poczuł jak ktoś kładzie rękę na jego ramieniu i mówi wyraźnie;

  • Przejdziesz.

Znowu odezwał się ten sam głos ….niewidzialnego mężczyzny, którego usłyszał kilka lat temu. Nawet się nie zdziwił. Uspokoił się i wszystko w tamtej chwili zostawił losowo. Co będzie…. to będzie.

Funkcjonariusze podeszli i spytali wprost, czy coś chowa. Jeśli się przyzna od razu, to nie będą rozbierać samochodu. Piotr spokojnie odpowiedział, że niczego nie ma. Wtedy brygada zaczęła demontować auto. Opróżnili bagażnik, sprawdzali koła, podnieśli podłogę… a tam leżało kilkadziesiąt świetnie wyglądających, równo poukładanych kartonów papierosów. !!!! Piotra zmroziło, ale czekał spokojnie dalej.

Jeden z kontrolujących popatrzył na to przez parę długich sekund i powiedział;

  • Rzeczywiście, nic tu nie ma.

Szok!!! Piotr patrzy na nich i nie wierzy własnym uszom. Chciał krzyknąć

  • Co wy… ślepi? Jak to nie ma?!

ale ugryzł się w język. Jak oni tego mogli nie widzieć. !!!!!!!! To było fizycznie niemożliwe, chyba, że oślepli na tą jedną krótką chwilę.

Po tej kontroli Piotr dochodził do siebie przez godzinę, stojąc na poboczu drogi kilka kilometrów za przejściem granicznym. Kiedy dojechał do niego Mirek, który obserwował tę sytuację z odległości kilkudziesięciu metrów spytał tylko zszokowany;

  • Jak ty to zrobiłeś?

On? To przecież nie on to zrobił…. i to jest najciekawsze. Jeszcze wtedy nie zastanawiałam się zbytnio nad tym czym był ten głos, kim była ta osoba, którą i ja i mój mąż słyszeliśmy.

Kiedy Piotr szalał na Ukrainie ja siedząc samotnie w domu i niańcząc dzieci zazwyczaj oglądałam poranne filmy, a wieczorem uczęszczałam na studia. Któregoś dnia we włoskim serialu zobaczyłam pewną scenę, która, jak się później okazało… odmieniła nasze życie. W tej scenie biznesmen dzwoni do jakiejś agencji i prosi o pomoc w doradztwie biznesowym. W tej samej chwili poczułam jakby uderzenie na wysokości serca i pomyślałam;

  • To dobry pomysł na biznes dla mnie.

Tej samej nocy przyśniła mi się nazwa mojej przyszłej firmy i co mam dalej robić. Zaczęłam realizować plan ze snu już następnego dnia. W 1993 roku otworzyłam oficjalnie swoją firmę…. tak to się zaczęło.

Wielki wyjazd na Ukrainę zakończył się wielkim rozczarowaniem. Piotr wrócił, ale właściwie bez pieniędzy. Można powiedzieć, że zaczynaliśmy od nowa. Po siedmiu latach wynajmowania mieszkania przeprowadziliśmy się z powrotem do teściów. Mają dom z 7 pokojami, więc przy naszej sytuacji finansowej było to wówczas najrozsądniejsze rozwiązanie. Pewnego dnia będąc w swoim biurze znalazłam w Gazecie Wyborczej ogłoszenie, w którym firma z Polski szukała w Szczecinie kierownika oddziału. Napisałam w imieniu Piotra CV i zmusiłam go, by pojechał na rozmowę kwalifikacyjną. Przyjęli go od razu. To było w 1994 roku. Nasza sytuacja z dnia na dzień się poprawiła. Najważniejsze, że pojawiły się regularne pieniądze, które ustabilizowały nasze życie. Poczułam wtedy wielką ulgę.

choć to była tylko cisza przed burzą.

Jasnowidz ze Szczecinka.

By nie mieszkać z teściami wynajmujemy mieszkanie. Piotr zakłada ze wspólnikiem małą produkcyjną firmę. Wydawało się nam, że interes będzie wielce intratny, ale znowu od początku nie było tak, jak sobie zaplanowaliśmy. Kupione maszyny ciągle się psuły, dodatkowo sukcesywnie spadał popyt mimo, że Piotr coraz częściej wyjeżdżał w głąb Polski szukając nabywców. Zostawałam sama w wynajętym mieszkaniu na kilka dni i zajmowałam się dziećmi. Sytuacja wyglądała coraz gorzej, beznadziejnie.

W rozmowie ze znajomą usłyszałam o szkole w Szczecinie, w której można było studiować wieczorowo. Pomyślałam, że siedząc z dzieciakami w domu mogę też jednocześnie nie marnować czasu i się uczyć, poprosiłam moją mamę o pomoc w płaceniu za czesne. Później przeczytałam informację, że najlepszy student jest zwolniony z opłat za czesne, postarałam się więc i po roku moja mam miała moje czesne już z głowy.

Nie jestem osobą, która łatwo zawiera znajomości, a tym bardziej przyjaźnie, właściwie to nie mam przyjaciół, ponieważ słowo przyjaciel znaczy dla mnie bardzo wiele. Jednak z jedną osobą zbliżyłyśmy się szczególnie. Pewnego dnia podała mi namiary do ponoć świetnego wróżbiarza i jasnowidza mieszkającego w Szczecinku. Nie prosiłam jej o to, sama wcisnęła mi jego adres do ręki. Pomyślałam wtedy … dlaczego nie ??? Chciałam go odwiedzić, bo czułam, że może nam pomóc. Czasami człowiek potrzebuje oceny sytuacji kogoś zupełnie z zewnątrz.

Jechałam do niego podekscytowana w przeciwieństwie do Piotra, który wydawał się sceptyczny i nieufny. Jego ścisły umysł nie tolerował tego typu fanaberii. Jasnowidzem okazał się starszy, schorowany mężczyzna. Jego mieszkanie było naprawdę nędzne i pełne religijnych obrazków. Jego bieda zdziwiła mnie, ponieważ myślałam, że osoby obdarzone takim darem pomagają przede wszystkim sobie. No cóż…. wtedy naprawdę wiedziałam niewiele.

Mężczyzna zaprosił nas do małego pokoju, gdzie na jego prywatnym biurku leżała sterta listów. Jak przyznał później, to były listy z całego świata od różnych ludzi z prośbą o pomoc. Znowu się zdziwiłam, bo nie miałam pojęcia, że był tak znany. W skupieniu wziął do ręki talię zwykłych kart i rozłożył je w sobie znanym układzie. Po chwili zaczął mówić spokojnie i konkretnie. Nigdy później nie spotkałam nikogo, kto rzucałby tak faktami jak on…. jakby czytał gotowe CV !!! To było niezwykle. „Jak on to robi?”…pomyślałam.

Kiedy zaczął rzucać informacjami było ich tak dużo, że nie mogłam wszystkiego zapamiętać. Na koniec seansu wróżbita przytulił mnie do siebie bez słów. Zdziwiło to nas.

Po chwili jasnowidz zaczął rozkładać karty bezpośrednio Piotrowi, był przy tym bardzo radosny i dowcipny nawet. Właściwie mówił to samo co mnie, co wcale nie dziwi, jeśli jako małżeństwo jedziemy na jednym wózku, ale dorzucił tym razem poważnym tonem jeszcze zagadkowe słowa;

  • Będzie miał Pan kłopoty ze zdrowiem zaraz po czterdzieste. Tylko od pana zależy, czy będzie chciał Pan żyć, czy nie.

Zdenerwowaliśmy się. Mężczyzna nadal w milczeniu rozkładał karty. Nagle jednak wyprostował się i zesztywniał, złożył szybko karty i wstał. Nie patrząc nam w oczy powiedział, byśmy wyszli. Nie chciał się z nami nawet pożegnać !!! Byliśmy w szoku, jego zmiana była w zachowaniu była diametralna!!! Wracaliśmy do Szczecina w milczeniu. Zdawaliśmy sobie sprawę, że zobaczył coś, czego nie chciał nam powiedzieć. Ale co? 

Przez długi czas wspominaliśmy to wydarzenie, ale życie zrobiło swoje, przyziemne problemy zdominowały nasze myśli. Nie mieliśmy pieniędzy, czasami zastanawiałam się czy kupić podpaski czy chleb. Nie wchodząc w dalsze szczegóły naszej egzystencji sytuacja w pewnym momencie była przygnębiająca.

I wtedy dochodzi do kolejnego spotkania z „nieznanym”. Pewnego dnia, w pewnej chwili doznaję znowu dziwnego uczucia. Prostuję się i nagle mówię szybko „jak robot”;

  • Nie martw się , zobaczysz, jeszcze będziesz pracować w Warszawie, będziesz chodził w garniturach !

Konsternacja…. to było tak niedorzeczne, że Piotr zaczął śmiać się na cały głos. Ale moja pewność tego, co powiedziałam była absolutna. Miałam wrażenie, że ktoś przemawia za mnie. Intuicja? Olśnienie ? Co to w ogóle było?

Na początku było zdziwienie.

Żałuję, naprawdę bardzo żałuję, że nie zaczęłam spisywać od razu, od pierwszego dnia, kiedy wszystko się zaczęło. Jednak nie zdawałam sobie wtedy sprawy, jak bardzo jest to ważne i jak może być ulotne z pamięci. Dlatego najpierw muszę cofnąć się do początku.

Na dobre zaczęło się kiedy miałam 1994 roku, ale znacznie wcześniej przeżyłam coś, co mogło być zwiastunem przyszłych wydarzeń. Mając 12 lat, pewnego dnia leżąc jeszcze w łóżku w panującej dookoła ciszy usłyszałam wyraźnie męski głos. Nie był to głos, który się słyszy z zewnątrz jak na przykład z radia, ale dochodził ze środka głowy. !? Wiem jak to brzmi i niejeden psychiatra miałby tutaj wiele do powiedzenia, ale chciałabym w jakiś logiczny sposób to opisać.

Kiedy zakładamy dobrej jakości słuchawki na uszy i włączamy np. muzykę słyszymy w swojej głowie wyłącznie muzykę. Odcinamy się od szumu otaczającego nas świata. Tak było i wtedy. Zapadła absolutna cisza i usłyszałam jedynie ten głos, który miałam wrażenie wydobywa się z wnętrza głowy. Tak jakby nie było tam mózgu. To było zdumiewające doświadczenie. Męski, bardzo wyraźny, rzeczowy, ale jednocześnie bardzo głęboki i ciepły głos. Taki, któremu się ufa… Usłyszałam wtedy;

  • Zaufaj losowi.

Powinnam się wtedy przestraszyć, spanikować, ale było wprost przeciwnie. Ogarnął mnie tylko spokój. Kiwnęłam tylko głową, że rozumiem. Kiedy po chwili doszło do mnie co się właśnie zdarzyło, po prostu byłam zdziwiona. Wkrótce o tym zapomniałam, ale z perspektywy czasu myślę, że to był pierwszy element układanki, którą sklejam do dzisiaj.

Mając 18 lat poznałam Piotra. Przyszedł do mnie do domu, a właściwie do mojej mamy, która była świetną kreślarką, a on przygotował pracę magisterską na politechnice.

Otworzyłam mu drzwi. Otworzyłam drzwi przeznaczeniu.

Piotr oświadcza mi się dokładnie po 2 tygodniach od pierwszej randki. Po roku jesteśmy małżeństwem. Po kolejnych 9 miesiącach rodzi się dziewczynka, po 3 latach chłopiec. Plany zawodowe Piotra od początku były jasno sprecyzowane, miał być marynarzem. Tak się jednak nie stało.

Nieoczekiwanie odmówiono mu zatrudnienia bez podania jakiekolwiek przyczyny. Był to niewątpliwie dotkliwy cios, tym bardziej, że nie był w stanie tego zrozumieć. Jego wiara i pewność siebie gdzieś się ulotniła i w panice przez wiele miesięcy poszukiwaliśmy pracy wszędzie, gdzie wykształcane Piotra mogłoby być potrzebne. Nie udało się. Nigdy nie zapomnę tego uczucia bezsilności i bezgranicznego zwątpienia, które nas ogarnęło. To mnie nauczyło nie planować niczego i nigdy w swoim życiu.

Kiedy chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz o swoich planach”.

Z powodu tych problemów często zasypialiśmy z trudem. Każdy z nas myślał o czymś innym, ale lęki pozostawały. Pewnego dnia Piotr obudził się wyjątkowo gwałtownie;

  • Słuchaj, zdarzyło się coś dziwnego – powiedział podekscytowany i zdenerwowany
  • Usłyszałem wyraźnie męski głos. Mówił do mnie cicho, ale mocno i kategorycznie. I nie mów mi, że zwariowałem! – uprzedził mnie, widząc jaką mam minę.
  • Co powiedział ci ten głos – spytałam niepewnie, nie wiedząc, czego mogę się spodziewać.
  • Zaufaj losowi… powiedział zaufaj losowi.

Zamilkłam. Siedzieliśmy tak oboje na łóżku patrząc na siebie i próbując zrozumieć co się stało. Nie uwierzyłam od razu, ale po chwili przypomniałam sobie, że przecież sama słyszałam kiedyś w głowie męski głos. Czy to znowu ten sam mężczyzna? Piotr wydawał się uspokojony i szczęśliwy. Chciałam żeby w to uwierzył, cokolwiek to było, ponieważ ten „głos” dał mu nadzieję. To mi wystarczyło. Nie przeczuwałam tylko tego, że on już nigdy go nie opuści.

Zaufaj losowi”… zaufaliśmy, czy mieliśmy inne wyjście? Następny element układanki.

Wstęp

 

Inwp

Egzorcyści wyróżniają kilka rodzajów ingerencji demonicznych, od kuszenia po opętanie.

1. Kuszenie do złego

Działanie nadzwyczajne to:

2. Dręczenie (nękanie) diabelskie (vessazione)

3. Obsesje, posiadanie diabelskie (ossessione)

4. Nawiedzenie diabelskie, opresje (infestazione)

5. Opętanie diabelskie (possesione)

Szczegóły ; http://egzorcyzmy.katolik.pl/stopnie-dreczen-diabelskich/

Moje doświadczenia dotyczą pierwszych 4  z wymienionych punktów, które nazwałam Osaczeniem.

Chciałabym się podzielić swoim życiem i doświadczeniem w walce z diabłem.

W pewnym momencie zaczęłam spisywać wszystkie wydarzenia, które ułożyły się w swego rodzaju dziennik lub też pamiętnik. Chcę to udostępnić innym ludziom. Ze względu na to, że historia ciągle trwa, dane personalne występujących tu osób zostały zmienione. Mój dziennik podzieliłam na 2 blogi; osaczenie.pl/wp i rozmowyzniebem.pl/wp. Mój drugi blog będzie uzupełniony z chwilą zapisania tego blogu.

Wszystkie spisane i przedstawione tutaj zdarzenia to nie fikcja, ale same fakty, choć będzie  w to trudno uwierzyć.

W przypadku jakichkolwiek pytań, proszę o kontakt osaczenie.00@wp.pl