Sny o wielkiej wodzie.

09. 02. 10 r. Szczecin.

Miałam wizję. Szłam mając małe dziecko na ręku. Za mną szedł wysoki mężczyzna całkowicie biały, to znaczy ubrany na biało i z białymi włosami. Nie odzywał się, ale czułam się przy nim absolutnie bezpieczna. Spojrzałam na dziecko, miało może z siedem miesięcy, głowę jasną, bardzo podobny był do Piotra. Powiedziałam do niego;

  • No i co… wracamy do Domu.

Mówiąc to nie miałam na myśli domu z cegły i dachu, ale dom przez duże D.

Dziecko spojrzało na mnie uważnie;

  • Tak, wracamy do Domu – odpowiedział, choć nie mógł, bo przecież był zbyt mały.

Wracamy do Domu… czyli co? To już koniec? Czy to, że mając świadomość wybieramy Niebo, a nie Piekło?

p. s. Ten wysoki mężczyzna to był zapewne mój anielski strażnik.



23. 02. 10 r. Warszawa.     

Kolejne ugryzienie, tym razem na łydce. Dzieje się to nagle, Piotr chwyta się za nogę i mówi, że coś go ukłuło, potem odsłania nogę i widzi znowu dwa ślady. Tym razem rozstaw między śladami jest znacznie mniejszy.

ugryzienie



25. 02. 10 r. Warszawa.

Minęły dwa miesiące od rozstania ze wspólniczką. Wczoraj przyszła do firmy po resztę dokumentów. Usiadła w pokoju Piotra i zupełnie nieoczekiwanie zwierzyła się, że nigdy nie zrezygnowałaby z firmy, ale nie wiedziała co się z nią dzieje.

  • Byłam jak oślepiona. icon_exclaim - Kopia icon_question - Kopia Czuję się przegraną.

Piotr nie chciał tego dalej słuchać, bo co mógł jej powiedzieć? To co się zdarzyło było zaplanowane i jest nieodwracalne.



26. 02. 10 r. Szczecin.   

Miałam kolejny sen z wodą. Znowu wieżowiec, jestem na przedostatnim piętrze, widzę przez szyby nieprawdopodobnie ciemne zachmurzone niebo, było właściwie czarne i raptem niebo zostaje przecięte jakby skalpelem. Wielka ulewa, wodospad wody leje się z tej szczeliny i widzę, jak woda pochłania miasto, przewracają się domy, czuję, że muszę biec na ostatnie piętro. Kiedy tam docieram, widzę jak woda dosięga piętra, na którym byłam przed chwilą i tam się zatrzymała. Wiem, że jestem teraz bezpieczna. Obserwuję wszystko z góry w spokoju.

maxresdefault

Straciłam już rachubę, który to sen z tej serii. Zauważyłam, że powtarzają się coraz częściej. Jestem tym już zmęczona, bo nie wiem o co chodzi…. Najpierw niepokojące słowa AIDY, że gacki będą chciały Piotra zabić, niepojące słowa, które Piotr słyszał w kościele, te katastroficzne sny, które się intensyfikują… Coś się szykuje…   



28. 02. 10 r. Warszawa.

Zadzwonił do mnie Piotr.

Miałem sen, wielka ulewa zalewa miasto, chmury są potwornie ciemne i złowrogie. Jadę autem i szukam cię po ulicach, dojeżdżam do wysokiego wieżowca, wbiegam na przedostatnie piętro i tam cię znajduję. Łapię za rękę i ciągnę na wyższe piętro, ale gwałtownie mnie zatrzymujesz mówiąc, że tu będziemy bezpieczni. 

Masz ci los icon_exclaim - Kopia icon_question - Kopia  Pierwszy raz, a może drugi… zdarzyło nam się tak zgrać z wizjami. To dla mnie zagadka. Na pewno coś się zdarzy i wygląda na to, że to ja nas uratuję. Zażartowałam sobie nawet, że Piotr musi mnie słuchać, by wyjść z tego cało. Obruszył się.